czwartek, 1 sierpnia 2013

Zmalowałam....coś...

Czasem, jak za dużo się dzieje w moim życiu potrzebuję odpalić pędzle.. Ale tak na serio.. Kupuję wtedy blejtram i czekam aż mi się upuści wena.. Ostatnio jakieś wiedźmowate mam nastroje, więc kilka dni temu, kupiłam płótno i odpaliłam pędzle. Wczoraj w nocy powstał zarys, dzisiaj 5,5 godz. pracy i zmalowałam sobie obraz... kurcze, gdzie ja go powieszę?- wyczerpują mi się gwoździe na ścianie hehe... ale i tak mi się podoba, więc gdzieś zawiśnie.


p.s. mój mąż jak wróci z kursu, to pewnie stwierdzi, że to ja wyję do tego księżyca heheheh...




piątek, 26 lipca 2013

Wracam do świata....

Uf... ciężko było... nawet bardzo. Ja sobie myślałam, wręcz zaplanowałam, że po zjeździe ze stołu operacyjnego będzie duuużo czasu na koraliki... A tu życie mnie wyprostowało. Nic, absolutnie nic przez miesiąc nie dałam rady zrobić. Ból i ciężko było siedzieć z nogą wyprostowaną i prawie, że momentami w szpagacie (ale to jak porządkowałam sobie moje misz-masz koralikowe). Ćwiczenia - nawet musiałam się uczyć chodzić - dosłownie - jak dziecko- jak coś miałam w rękach - to szłam - jak mi to zabrali (a moja rodzinka okazywała się dowcipem iście z rodu cyrku Monty Pythona...aczkolwiek nie złośliwie do końca - zabierali mi np. talerzyk i filiżankę, żebym nieść nie musiała....) - to stałam i się darłam  wniebogłosy, bo kroku nie mogłam zrobić na puste ręce - brzmi śmiesznie - ale to była moja rzeczywistość przez prawie 5 tygodni. No i mój mąż spełnił moje fantazje hihihi - zawsze mówiłam że marzy mi się coś nie coś z dwoma facetami - jeden sprząta, a drugi gotuje. Więc on sprzątał i nawet coś tam gotował (mam zdjęcia z odkurzaczem i jak obiera ziemniaki na pamiątkę!-ale Wam nie pokażę, bo jak by to zobaczył, to by się na mnie obraził wręcz śmiertelnie, heheh).  I błogosławię wynalazek pt. zakupy spożywcze w necie - nieoceniona Alma 24, która mi wsio dowoziła, ku wielkiemu zdziwieniu moje małżonka, gdy musiał pojechać w trasę i był zmartwiony pt. "kto C teraz zakupy zrobi?". Ale teraz więcej optymizmu -chodzę już bez kul, ortezka już dorywczo sportowa, nawet lekkie przysiady zrobię (lekkie - na tyle na ile dam radę zgiąć kolano i trzymając się jeszcze czegoś - więc hurrraaa!!!  Jeszcze troszkę i wracam do pracy!!!! No i najważniejsze - bo ten blog ma być artystyczny: moja psiapsiółka miała urodziny - niestety przez ograniczenia fizyczne nie zdążyłam w terminie zrobić wszystkiego - bo jeszcze kilku godzin nie usiedzę, ale po woli zrobiłam jej szkatułę na biżutki i oczywiście biżutkę. Ona kocha frywolitki, więc typowy ankars. Za niedługo jej zawiozę. Chociaż znając jej ciekawość i tak tu zaglądnie wcześniej, ale to nic - ja też wiedziałam co dostanę na urodzinki dużo wcześniej, niż dotarło. Za zdjęcia - z góry przepraszam -robim, co możem... Akumulatorki w aparacie mi padły... i foty są moją xperią... Ale widać nawet, co wyszło. Miłego oglądania i potrzymajcie za mnie kciuki, żeby szybciej ta moja zakręcona koralikiem, pędzlem i czółenkiem normalność wróciła.