Google+ Followers

wtorek, 22 lipca 2014

Wspomnienia z Festiwalu Twórczo Zakręconych w Krasnymstawie.

Szkoda, że tak krótko, ale co dobre szybko się kończy. Jak przystało na zakręconych - całą trójcą się wybraliśmy, zabierając zagubioną duszyczkę - właścicielkę i moją psiapsiółkę Anię z pasmanterii "Pasja" w Rzeszowie. Nasza duszyczka po drodze nie objawiała symptomów zagubienia, wręcz mój biedny małźonek wysłuchiwał śpiewów i piejów w rytm Mroza "bo jak nie my to kto.... " i Kiss-ów "I was made for loving you..." 3-ch dziewczyn, które dzielnie wiózł... (no co, no co - sam chciał... ja mu nie kazałam zabierać mi kluczyków...heheh, za to potem je dobrowolnie oddał w drodze powrotnej heheh, a wręcz wciskał...a ja rozwijałam skrzydła, bo towarzystwo umęczone przysypiało, nie widząc hmmm no licznika... Ale do rzeczy. Poznałam fantastycznych ludzi. Nauczyłam się (poważnie i na prawdę !!) sutaszu. Izabela http://izziland-izziland.blogspot.com/ jest fantastyczną nauczycielką. Co się naumiałam i jak mi idzie już samozaparte sutaszowanie - niebawem. Maleńkie zapowiedzi można już oblookać na moim profilu na FB i na facebookowych spotkaniach robótkowych - coś pokazać trzeba, ze się człek naumiał. Poza tym spotkanie na żywo z moim guru koralikowym czyli Weroniką http://koralikowaweraph.blogspot.com/ podglądanie jak robi to i owo - bezcenne. Małż - on zauroczony został repusowaniem i Rextornem. https://www.facebook.com/RextornMetalwork  No cóż Rextrona pokochaliśmy wszyscy miłością dowieczną i publicznie się do tego przyznajemy - to co robią chłopaki - jest niesamowite. Na żywo widzieć i dotknąć smocze jajo... koronę.. no czad...nie do opisania. Poza tym sprawczyni zamieszania (skąd ona czerpała energię??? chyba na baterie słoneczne jest dziewczyna heheh) Asia Bartoś - niesamowita charyzmatyczna, optymistyczna, nieopisanie sympatyczna i zakręcona równie jak cały zjazd osobowość. Było wspaniale. Zrobiłam oczywiście zakupy, bo zjechało się nie tylko chętnych do nauki ludzisków w przekroju wiekowym o rozpiętości ... o matulu no dużej hehe. Nasza młoda latała od zajęć z powertexa po hafty puchate i decoupage pełna szczęścia =D Małż miał ubaw jak przepakowywałam na powrót samochód... natura chomika wzięła górę.. i objawiłam niebezpieczny zakupoholizm =D a ile silnej woli musiałam przy tym ćwiczyć... no eh... Stoiska Coricamo, Polskiego Beadingu, Aridany i wielu innych kusiły diablesko ... Mam wspaniałe tkaniny do pathworka - oj będą pewnie skarpeciska mikołąjowe w tym roku... będą ... No dobra ale ja tu gadu gadu a miała być relacja. No to zaczynamy..
W drodze do krasnegostawu...


Kilka moich prac na wystawie.


I w gablotce.
A tu mój pierwszy sutasz - to te zaznaczone.
 A teraz troszkę innych prac z wystawy. Tu stoliczek magiczny Ani - czyli "Luna" http://luna-artis.blogspot.com/   i do tego moje serwetuchy heheh

Tu inne piękne i zachwycające prace wystawowe. Foty robione przed otwarciem jak widać.






A tu małżowa twórczość pod bystrym okiem Jacka Dolińskiego i Pitera Mojki z Rextorna.
No i trochę fot z wernisażu fotograficznego Pani Moniki Kurczewicz "Wesele" z gościem Panią Agnieszką Perepeczko i fotami prawdziwych koronek klockowych wykonanych przez Monikę Dąbrowę i Monikę Przeciszowską - mistrzyń w swoim fachu, co zresztą widać na zdjęciach.











Na inscenizację "wesela siennickiego" brakło nam siły, ale za to wybraliśmy się na zwiedzanie muzeum...












I odrobina rynku podczas jarmarku "Na kupieckim szlaku" ..


 I pstryknęli mnie kilka razy ... ale korony nie mogłam sobie odmówić..
 Weronika z jajem.
 I Wujka Przyrody też heheheh.

 Rextorn podczas pokazu repusowania na żywo - powiem Wam, że uparcie i namiętnie kręciłam ten pokaz. mam masę filmików które muszę złożyć w jedną całość. Czekam na odrobinę czasuuuu...
 I Linka jako smoczyca przechadzająca się po rynku i budząca należyty respekt.
 Mariolka - wspaniały wykonawca brans w całe 15 minut... rekord świata biła raz po raz.

 Krzesełko było ciut gorące.... Stąd mina Ani...
 Małżowi jak widać nie przeszkadzało... cóż zaprawiony na gorąc w tirach. hihihhii.
 i Kasiula. Mama nie dała się już pstrykać ze względów zmęczenia mających wpływ na estetykę i wrażliwość oglądających heheh.
 A tu już po "wysiedzeniu" gorącego stołeczka heheheh.
 Kozy też były... Czaba było pogłaskać, bo jak to tak...
 I tu ja z Jacusiem i Weroniką. Tak się zaniżam przy miszczach.
I to by było na tyle. Chce chce chce strasznie do Ustronia... tylko czy czas pozwoli??? Oby...