Google+ Followers

sobota, 15 marca 2014

Wiosenne porządki, czyli:.... ciężkie życie chomika...

Siedzę kolejny weekend i robię porządki. Masakra jednym słowem. Na początku, przy porannej kawce tak w okolicach 6 rano... wzięło mnie na robienie mixów. Czyli - wygrzebałam wszelkie resztki koralikowe, pudło i bawiłam się w kociołek wiedźmy heheh. Fajne mi te mieszanki wyszły, tak na marginesie. I co ważne i to bardzo - wszelakiej maści inności znalazły wreszcie swoje miejsce. Ładne z nich wyjdą sitowia. A może nie tylko...

 No ale wcześnie....młoda śpi, więc doszłam, do wniosku,że będąc szczęśliwą posiadaczką (wreszcie!!!) półki na której jest o wiele za dużo wolnego miejsca jeszcze, to może ja jednak zrobię do końca te moje porządki...  NO I ZACZĘŁO SIĘ ... Ło matko.. jakimś cudem okazało się, że moje farby i pędzle to jednak wymagają przełożenia... dobra.. zrobione....poszły do pudełeczek, do koszyczka i ładnie było..już...na chwilę..No bo przecież koronki, cekiny.... A po buszowaniu w nich młodej w czwartek - "mamo, no bo prace konkursowaa robieeee i mi trzaaaaa...na jutro.. no mamo, ja muszę mieć" i moje nierozważnie (bo byłam padnięta o 8-mej wieczorem, jak jej się przypomniało), a weź co chcesz... tu leży, jeszcze przed składaniem... w sobotę taty nie będzie to poskładamy...no cyrk na kółkach...Myślę, młoda śpi... nie wlezie w środek bajzlu. Hmm i spokój i cisza, małż w drodze, no chyba się wreszcie uda poukładać to do końca..

 Po dojściu do poły pudelka godnie nazwanego - DO POSKŁADANIA...znalazłam sznurki do sutaszu.. Skąd się to wzięło??? Przecież ja nie robię sutaszu. Jeszcze... Na razie podziwiam...Hmmm...
I tak dzielnie walcząc w samotności, w myślach wznosząc co chwila okrzyki "ooo a ty tu skąd??? oraz tłumiąc chęć wrzasku, który kołatał do głowy w stylu "jezus mario dziecko ty smacznie chrapiesz, podczas gdy twoja matka tonie pośrodku kuchni " i "coś ty mi ty tu nabrała do tego worka..." i dlaczego w tych pudełkach te cekiny się przesypały...podobno same... tak mi wczoraj tłumaczyła.. ale podobno mina pani w szkole i tekst "ooo jakie ładne materiały"...bezcenne.. więc cóż się nie robi dla pracy konkursowej własnego dziecka... tylko czemu po tym jest tyle bajzlu...dobrnęłam do momentu, gdy dziecko wstało, wznosząc swoją pobudkę okrzykiem "maaaamoooo, co robisz? " na co ja zgodnie z prawdą "tonę..." no i wylazło takie cuś z pieleszy, zaspane totalnie przyczłapało z mamrotem pod nosem "jeść" ... widząc matkę pośrodku tego co pozostawiła wczoraj po szkole oraz nowych wysypach, dzielnie dotarło do szuflady, gdzie są słodycze, porwało żelki i z popłochem w oczach (a nuż każe pomóc???) zwiało do wyra.. Oczywiście dziecko będąc jeszcze w objęciach snów kolorowych nie doceniło matki, która przyzwyczajona dziwnymi zwyczajami domowników, po chwili wyczołgała się z okopów koronek, cekinów, konturówek do decoupage i innych wszelakich maści przydatności i zaserwowała śniadanie i odebrała żelki. Polubownie. Dostanie potem. Jak zje śniadanie i zrobi się na człowieka. Nie ma lekko. Matka czuwa. No i po kolejnej godzinie doszłam do ładu. Prawie kończąc, patrząc z dumą na poukładane pudełeczka, posegregowane koronki, tasiemki, koraliki.... doszłam do wniosku... NIE ... NO PRZECIEŻ TO NIE JEST NORMALNE... Zdecydowanie ZA DUŻY TU PORZĄDEK. No to wyciągamy kilka paczek. Będzie kolorowe sitowie. Tak. zdecydowanie. To do potem, jak znowu narozrabiam, czyli coś uplotę.

1 komentarz:

  1. też jestem chomikiem,witaj w klubie,nigdy tego nie ogarniemy

    OdpowiedzUsuń